Zbiorcza odpowiedź.
Z góry przepraszam, że cytuję wybiórczo (całość i tak jest wyżej/na poprzedniej stronie), ale cytowanie dokładnie całych fragmentów rozrosłoby tą odpowiedź jeszcze bardziej...
Odpowiadam w chronologicznej kolejności postów, więc dlatego cytuję na zmianę tych samych autorów.
lenrock pisze:Domyślna strona startowa jest reklamą korporacji G (...)
Domyślna strona startowa to tylko jeden z aspektów związku Mozilla-Google, widoczny "gołym okiem" dla zwykłego użytkownika, ale tak naprawdę jest jeszcze inna, równie ważna (jeśli nie ważniejsza) kwestia: domyślnym "dostawcą usługi
safebrowsing" ("ochrony" przed phishingiem/malwarem) jest Google.
Pod
tymi dwoma niepozornymi opcjami w GUI kryje się bardzo rozbudowana funkcjonalność, która w całości opiera się na danych przesyłanych z/do Google. Patrząc na podpis tych opcji użytkownik nie jest w stanie stwierdzić ani się domyślić, że ta funkcjonalność ma cokolwiek wspólnego z Google.
(W FF3.1 nadal żadnych zmian w tej kwestii raczej nie będzie, za to podpis tych opcji wprowadza jeszcze bardziej użytkowników w błąd: zamiast np.
"Tell me if the site I'm visiting is a suspected attack site" będzie
"Block reported attack sites", mylnie sugerując, że ktoś (społeczność?) zgłosił daną stronę, mimo, że to Google arbitralnie decyduje, co i kiedy blokować. Aviary.pl grzecznie tłumaczy te kity na polski.
FYI: Nie było żadnych istotnych zmian w kodzie "safebrowsingu" pomiędzy 3.0.x i 3.1.)
Poświęciłem sporo czasu, żeby się dokładnie dowiedzieć, jak działa tzw. "safebrowsing". Efektem tego są m.in. dwa projekty, implementujące częściowo protokół "safebrowsing", demonstrujące, że Google może używać Firefoksa jako maszynki do zbierania statystyk (w tym dotyczących odwiedzanych stron) o użytkownikach FF:
Firefox 2,
Firefox 3 (Firefox 3 implementuje kompletnie inny protokół niż Firefox 2).
Zarzuty wobec Google-"safebrowsingu" można wysunąć różnorakie, głównie związane z prywatnością, ale nie tylko; wymienię kilka:
- przeglądarka łączy się (w celu uaktualnienia listy częściowych hashy (FF3)) regularnie (co ok. 30 min.) z Google, wysyłając unikalny identyfikator przy każdym połączeniu
- w Firefoksie 2 istniał tryb "ochrony przed phishingiem" (domyślnie wyłączony), który wysyłał "na żywo" praktycznie każdy odwiedzany URL do Google (domyślny tryb opierał się na regularnie uaktualnianych blacklistach)
- tylko i wyłącznie od Google zależy, co, kiedy (i komu -- technicznie jest możliwe, żeby blokowali różne strony różnym użytkownikom -- mogą ich rozróżniać np. na podstawie ciasteczka z domeny .google.com) zablokować; żadna "społeczność" nie ma praktycznie kontroli nad listą blokowanych stron, co więcej -- lista jest praktycznie tajna (przeglądarka ma tylko części hashy (lub całe hashe, kiedy wyśle request po cały hash), nie URLe w czytelnej postaci)
- na stronie ze specyfikacją są ograniczenia dotyczące wykorzystania tego protokołu (używanego, przypominam, w FF3 na domyślnych ustawieniach): "Do not use this protocol without explicit written permission from Google.", "This is not a license to use the defined protocol." -- jak to się ma do Mozilla Manifesto?
- kod implementujący "safebrowsing" wszedł niejako "tylnymi drzwiami": najpierw była mowa o "evaluation" i o tym, że będzie domyślnie wyłączony (w rzeczywistości był i jest domyślnie włączony); na zarzut o braku "proper code review" pracownik Google Darin Fisher odpowiada, że przejrzał zmiany (Google samo sobie przegląda zmiany, które wchodzą do kodu Firefoksa, najwyraźniej nie oglądając się na "społeczność" Mozilli) (nawiasem mówiąc, aktualnie Darin Fisher zajmuje się Google Chrome).
lenrock pisze:Z rozwiązań autorskich przetrwały tylko adblocki i narzedzia developerskie.
Warto zadać sobie w tym miejscu pytanie -- dlaczego AdBlock lub coś podobnego nie zostało zintegrowane z przeglądarką? Blokowanie uciążliwych reklam to jedna z najbardziej oczekiwanych przez "społeczność" funkcjonalności - dlaczego nie jest częścią przeglądarki?
(Z drugiej strony rozszerzenie od Google ("safebrowsing") zostało zintegrowane z przeglądarką i jest jej częścią od Firefoksa 2 włącznie.)
GrzegorzJZD pisze:Wszelkie nowości są wpierw omawiane na grupach dyskusyjnych i na forum, choć nie tutaj, a na forum Mozilla Zine.
To, że użytkownicy mogą sobie pokwękać tu czy tam, w żaden sposób nie implikuje, że developerzy FF (w sensie osób, które ostatecznie decydują, co wchodzi do stabilnej wersji, a co nie) słuchają ich opinii.
GrzegorzJZD pisze:Google nie jest jedyną stroną startową, w Rosji ma nią być Yandex, zaś w Stanach czy Japonii są dostępne także wersje z domyślnym Yahoo!
Strona startowa to tylko jeden z aspektów związku Mozilla-Google.
Np. na alternatywnego usługodawcę "safebrowsingu" nie ma co liczyć, chociażby z tego powodu, że Google ogranicza użycie specyfikacji.
GrzegorzJZD pisze:Czy Mozilla może zarabiać na swojej popularności? Moim zdaniem może. Dlaczego więc nie robić tego, dzięki ogólnie akceptowanym stronom startowym? Zwłaszcza, że zmiana strony startowej sprowadza się do dwóch kliknięć i podania nowego adresu.
Jeśli celem istnienia Mozilli jest zarabianie pieniędzy (a jest), to dlaczego bezczelnie mydli się użytkownikom oczy? Mam na myśli treść paska, który pokazuje się przy pierwszym uruchomieniu (czy też pierwszym uruchomieniu na nowym profilu), przynajmniej pod Linuksem:
"Firefox to wolne i otwarte oprogramowanie tworzone przez Mozilla Foundation, organizację non-profit."Firefox jest produktem Mozilla Corporation, która jest jak najbardziej organizacją
"for-profit".
GrzegorzJZD pisze:Jest mniej potrzebny niż niegdyś, bo teraz najpopularniejsze dodatki są tłumaczone przez społeczność i zawodowych tłumaczy.
Dlaczego Mozilla nie wynajęła "zawodowych tłumaczy" do przetłumaczenia EULA Firefoksa 2 / Firefoksa 3?
GrzegorzJZD pisze:To naturalny proces, jedni użytkownicy-wolontariusze odpływają, na ich miejsce pojawiają się inni.
Przypomina to trochę modus operandi typu "wykorzystaj i porzuć"...
Popularność FF wynika w bardzo dużej mierze z funkcjonalności dostarczanej przez dodatki. Nie czarujmy się, bez dodatków FF jest strasznie biedny. Chociażby z tego powodu Mozilla powinna chuchać i dmuchać na twórców rozszerzeń.
GrzegorzJZD pisze:Byłoby to korzystne z punkt widzenia użytkownika. Dlaczego tak nie jest? Być może chodzi o koszta związane z zatrudnieniem "profesjonalnych" adminów, którzy poprawiali i aktualizowaliby rozszerzenia we współpracy z twórcami.
To na co idą te
dziesiątki milionów dolarów od Google? Nie mogłyby iść na tego "profesjonalnego admina"? Albo nawet na jakieś wynagrodzenie dla twórców popularnych rozszerzeń?
Gandalf pisze:Takie cos, co oznaczalo spolecznosc ludzi zaangazowanych w rozwoj sieci i wierzacych ze otwarty, zgodny ze standardami Internet jest wazny.
Jak w kontekście zapewnień Mozilli o promocji "otwartego Internetu" itd. skomentujesz fakt, że Google ogranicza używanie protokołu stosowanego w domyślnie włączonym trybie "safebrowsing" we flagowym produkcie Mozilli, czyli Firefoksie?
Gandalf pisze:Teraz przejde do dobrych wiadomosci. MoFo to widzi.
"To" to znaczy co?
Gandalf pisze:W oparciu o Manifest Mozilli chce zaczac budowac sieci spolecznosci pracujacych nad realizacja idealow manifestu (...)
Jej, te Twoje pompatyczne teksty są naprawdę fantastyczne.
Jeszcze raz - jak do tych szumnych deklaracji ma się współpraca z Google, wzmacniająca ich monopol (np. w kwestii "safebrowsingu" itd.)? Pytałem też o to w
komentarzach na linuxnews.
Gandalf pisze:Mowimy tutaj o edukacji, (...)
Też jestem jak najbardziej za edukacją dotyczącą działania Internetu i przeglądarek. Myślę, że moje dwa projekty, o których wspomniałem wyżej, mają bardzo wiele edukacyjnych walorów. Może napisałbyś coś o nich na swoim blogu?
Gandalf pisze:Od tego roku bedziemy promowac chocby takie rzeczy jak tag <video> i <audio> - najpierw powoli, a potem mocniej zaangazowac sie w probe wyzwolenia ideii streamingu i filmikow w sieci z rak zamknietych pluginow.
"...z rąk zamkniętych pluginów"... Piękne, aż się wzruszyłem

.
A teraz powrót do rzeczywistości -- przypominam, ze Google ogranicza używanie specyfikacji "safebrowsingu" (domyślnie włączonego w FF3).
Z drugiej strony Adobe jakiś czas temu "uwolniło" dokumentację dotyczącą Flasha i związanych formatów video/audio i o ile wiem nie ma żadnych ograniczeń związanych z implementacją np. playerów Flasha na podstawie tych specyfikacji. (Przykładowe linki do dokumentacji:
Video File Format Spec.,
SWF File Format Spec.)
Gandalf pisze:Promowac neutralnosc technologiczna
Wspierania rozwiązań jednej korporacji, która ogranicza używanie swojej technologii ("safebrowsing") jest sprzeczne z tym celem, prawda?
Gandalf pisze:otwartosc danych rzadowych w Internecie
Ooo, a czemu tylko rządowych? Międzynarodowe korporacje mają w dzisiejszych czasach tak samo duży wpływ na życie zwykłych ludzi, jak struktury rządowe (a może nawet większe). Co więcej, ponadnarodowe korporacje są poza jakąkolwiek kontrolą.
Te rozważania prowadzą nas do pytania - dlaczego treść kontraktu Mozilla-Google nie jest publicznie dostępna?
Gandalf pisze:dostep dla dzieci (...)
O tak, dzieci zdecydowanie powinny używać przeglądarki, której część odpowiedzialna za renderowanie plików graficznych, nazywa się
"libpr0n".

(o skandalu z EULA/Ubuntu)
Gandalf pisze:I w krotkim czasie wypracowalismy (wydaje mi sie) calkiem fajne rozwiazanie, ktore jest innowacyjne na skale projektow tego typu.
O tak, mydlenie oczu tekstami typu
"Firefox to wolne i otwarte oprogramowanie tworzone przez Mozilla Foundation, organizację non-profit." czy zastąpienie EULA przyciskiem
"Poznaj swoje prawa..." (powinno być raczej "Poznaj swoje ograniczenia...") faktycznie można uznać za "fajne i innowacyjne rozwiązanie".
(restrykcje nazwy itd.)
Gandalf pisze:I moim zdaniem wypracowany rezultat jest bardzo wygodny.
Dla Mozilli i ich współpracowników (Google)? Niewątpliwie.
Dla zwykłych użytkowników? Zdecydowanie nie.
Gandalf pisze:Generalnie w pewnym momencie powstalo przekonanie (uwazam, ze sluszne), ze nie da sie promowac ideii wolnosci przegladarek poza grono zaawansowanych technicznie uzytkownikow. Jak to napisal kiedys David Hyatt "Teaching users about open standards is like teaching a pig to sing. It does you no good and it annoys the pig".
Zaprzeczasz sam sobie. Z jednej strony wciskasz wyżej kity o edukacji itp., a z drugiej... to co zacytowałem.
Gandalf pisze:> rygorystyczne podejście do społeczności - albo będziecie robić tak jak chcemy, albo nie macie prawa używać nazw....
Na temat ochrony nazw juz pisalem, a w jaki sposob spolecznosc jest ograniczana (poza ochrona nazw)?
Przykro mi, ale ja to widzę bardziej jako ochronę korporacyjnych interesów niż bliżej nieokreśloną "ochronę nazw". Jeśli użytkownicy nie mogą dowolnie używać tego, co współtworzą, to właściwie dlaczego mają to robić? Mozilla sama sobie kręci sznur takimi działaniami. Czasami mam wrażenie, że fork FF na GPLu czy innej licencji, która nie będzie miała ograniczeń co do nazwy, zbliża się dużymi krokami (jest już Iceweasel, ale to nie jest w zasadzie fork sensu stricte, o ile wiem).
Gandalf pisze:Teraz co ciekawe, to to, ze Mozilla istnieje poza i ponad Firefoksem i przegladarkami.
Serio? Gdzie jeszcze "istnieje"?
Gandalf pisze:"Sprawa" o ktora walczymy i ktora jednoczy jest wieksza i wazniejsza.
Tzn. jaka to jest
konkretnie sprawa?
Gandalf pisze:I jestesmy strasznie daleko od jej wygrania. Tak dlugo jak nauczyciele beda wylaczac komorki uczniom na lekcjach i ignorowac youtube/wikipedie/fora itp. jako narzedzia nauczania i pracy grupowej,
Rozbawiłeś mnie tym na całego (szczególnie tymi komórkami). Nawet tego nie skomentuję...
Gandalf pisze:tak dlugo jak projekty takie jak Wolne Podreczniki beda kulec, tak dlugo jak Nokia bedzie wybierac co masz na komorce,
Yyy? W jakim sensie Nokia wybiera, co mam na komórce?
A propos tych wyborów -- tak długo, jak długo Google będzie decydować, jakie strony blokować w jednej z najpopularniejszych przeglądarek, myślę, że z mojej strony też jest mnóstwo do zrobienia

.
Gandalf pisze:(...) Dzis nikt nie dba o prywatnosc danych w serwisach internetowych, a to jest wazne. (...)
Mozilla też nie dba o prywatność użytkowników FF. Zobacz moje projekty, do których podałem linki na początku. Zainteresuj się też np. niepoprawionym od dwóch lat
bugiem 368255 (muszę coś tam dopisać, bo tak naprawdę kwestia jest szersza, niż tylko
wysyłanie istniejącego ciasteczka, ale także
akceptowanie. Łopatologiczne STR:
1. wejdź na about:blank
2. wyczyść ciasteczka
3. poczekaj jakiś czas (max ok. 0.5h), nie używając FF, ale mając go włączonym
4. otwórz menedżer ciasteczek - zobaczysz ciasteczko z .google.com "znikąd" (związane tak naprawdę z "niewidzialnymi" połączeniami z Google, oczywiście)).
lenrock pisze:Jako, że przez większość wątku odprawiałem rolę Trolla i malkontenta
O nie nie, ten tytuł należy niepodzielnie
do mnie, nie pozwolę go sobie tak łatwo odebrać

.
lenrock pisze:Ta ciągła mania popularności Mozilli, przypomina czasem zbytnio działanie zwykłych korporacji nastawionych na zysk.
Przecież
Korporacja Mozilla jest nastawiona na zysk. Po to powstała. Faktycznie, nie jest "zwykła" w sensie takim, że na masową skalę wykorzystuje pracę bezpłatnych wolontariuszy.
lenrock pisze:Wiem, że zarówno Ty przekonujesz jak i manifest, że ta popularność ma być po prostu środkiem do spełnienia innego celu. Zmian oblicza całego Internetu.
Szkoda, że ten cel nie jest jasno i konkretnie sformułowany.
lenrock pisze:Jednak z drugiej strony często wygląda to tylko jak dobry chwyt marketingowy. W tym też ciągłe przypominanie o "społeczności" , używanej tak samo często jak "patriotyzm" w Polskiej polityce, staje się słowem wytartym , co raz mniej zgodnym ze stanem faktycznym.
Bo to jest chwyt marketingowy.
lenrock pisze:Jak by co, to tu masz jeszcze oficjalne bannery z mozilla.org , wzorujące się na Che guevarę
http://www.mozilla.org/banners/ On też wprowadzał komunizm.
Cóż, jak to śpiewa Kazik Staszewski:
"Rebelia, psze państwa, się najlepiej sprzedaje"...
marcoos pisze:Po pierwsze - Mozilla to nie jest Mozilla Corp., ani Mozilla Foundation, ani stowarzyszenie Mozilla Europe. Projekt "Mozilla" to my i wy wszyscy, którzy w nim uczestniczą - od programistów pracujących na etacie w Mt. View, przez zaangażowanych forumowiczów z tego forum po tych wszystkich, którzy namawiają do używania projektów Mozilli swoich znajomych. Nie ma "oni w Mozilli" - wszyscy wypowiadający się w tym wątku to "my w Mozilli".
Ja też? Ale fajnie...

marcoos pisze:Domyślna strona startowa nie jest reklamą "korporacji G". Służy temu, czego oczekuje większość użytkowników - ułatwia wyszukiwanie informacji - i to wyszukiwarką, której tak czy inaczej by używali.
Skąd takie przekonanie?
Proponuję eksperyment - ustawcie (aviary.pl) jako stronę startową w FF3.1 jakiś, powiedzmy, polski portal (np. onet). Po jakimś czasie pytacie onet, ilu użytkowników zostało przy onecie, a ilu sobie zmieniło stronę startową. Jeśli, powiedzmy, 95% użytkowników zmieniło na co innego (nie sprawdzimy nawet, czy na Google, no ale trudno...), to przyznam Ci rację. Jeśli nie -- to jednak znaczy, że domyślna strona startowa ma bardzo duże znaczenie.
marcoos pisze:A że przy okazji finansuje w dużym stopniu działalność Mozilli? Jak dla mnie to jest sytuacja typu win-win.
Może i to by było coś zbliżonego do sytuacji typu "win-win", gdyby nie było tak ewidentnych konfliktów interesów.
Pierwsza sprawa: Google promuje własną przeglądarkę, konkurencyjną w stosunku do produktów Mozilli (i też open-source, zresztą). Jak myślisz, jak by użytkownicy zareagowali na wiadomość, że Microsoft zaczął w dużym stopniu finansować rozwój Linuksa (w sensie jądra)? (Nie jest to dobre porównanie, bo Microsoft ma raczej niechętny stosunek do open-source, ale czujesz, o co chodzi...)
Druga kwestia: użytkownicy nie lubią być "inwigilowani" i traktowani jak stado owiec generujących statystyki używane później np. w celach marketingowych. Z drugiej strony Google w zasadzie żyje ze zbierania statystyk o użytkownikach (np. żeby serwować im lepsze reklamy kontekstowe). Może w tym celu używać domyślnie włączonej usługi "safebrowsing". Np. taki fragment ze strony
Google Safe Browsing Service in Mozilla Firefox Version 3:
"We may share aggregate statistics about Safe Browsing usage with our business partners.".
marcoos pisze:Druga sprawa - jeśli mamy setki milionów użytkowników, czy w skali polskiej - miliony - to nie możemy już trzymać strony startowej po kryjomu na serwerze w redakcji pewnej sportowej gazety. Serwer szczecińskiej uczelni też już dawno przestał wytrzymywać obciążenie.
Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby domyślną stroną startową była jakaś lokalna strona (tak jest nawet lepiej, ze względu na prywatność chociażby). Tak właśnie chyba jest w K-Meleonie czy Konquerorze. Użytkownicy będą chcieli inną stronę, to sobie ustawią. Czemu im domyślnie wmuszać Google?
marcoos pisze:co jest sednem misji Mozilli jaką jest interoperacyjny i dostępny Internet
Jak do tego
sedna misji ma się fakt, że Firefox na domyślnych ustawieniach używa protokołu, którego wykorzystanie ogranicza Google?
marcoos pisze:A i nie ma z tego bezpośredniej korzyści, bo 32-bitowa przestrzeń adresowa w zupełności wystarcza dla aplikacji takiej jak przeglądarka.
Jasne. Zdaje się, że był też taki, co twierdził, że "640 KB RAMu wystarczy każdemu" (czy coś w ten deseń)...
Takie podejście faktycznie dobrze ilustruje tą "innowacyjność", o której trąbią niektórzy przedstawiciele Mozilli...
marcoos pisze:estetyka nikomu nie zaszkodziła, a nakręcanie mody na Firefoksa tylko pomaga Sprawie.
Jeśli "Sprawą" jest konserwowanie
de facto monopolu Google w dziedzinie wyszukiwarek internetowych, to faktycznie masz rację. (Oprócz strony startowej Google jest też domyślną szukajką w polu po prawej.)
O zgrzycie między rzeczywistością a deklaracjami Manifestu Mozilli pisałem wyżej i w
komentarzach na linuxnews.
marcoos pisze:Natomiast dorzucanie jakichś tam rozszerzeń wybranych przez lokalizatorów byłoby nie na miejscu - choćby dlatego, że (może akurat nie w przypadku Aviary.pl) tłumacze Firefoksa nie są informatykami i nie mają pewności, czy taki zestaw, jakim kiedyś był FirebirdPL by MozillaPL.org będzie funkcjonował poprawnie.
A propos tłumaczeń -- dlaczego świadomie wprowadzacie użytkowników w błąd (a przynajmniej zatajacie istotne fakty), tłumacząc bezwiednie napisy w GUI? Chodzi mi o podpisy opcji związanych z "safebrowsingiem" (zob. początek tego postu) i np. tekst na toolbarze pokazującym się przy pierwszym uruchomieniu (też o tym pisałem wyżej).
marcoos pisze:Dzisiaj żadni krawaciarze nie mają wpływu na Firefoksa. Jeśli widząc "Mozilla Corporation" demonizujesz to słowo na "C" i uogólniasz nazwę tej pomocniczej i służebnej dla projektu jednostki do całego projektu, jesteś w błędzie. Trochę to wina dziennikarzy, do których nie dotarło, czym jest Mozilla. Ale Ty, członek społeczności, powinieneś IMHO wiedzieć lepiej.
Mam wrażenie, że wyidealizowałeś sobie obraz Mozilli (co mnie nie dziwi przy Twoim podejściu, zaprezentowanym wyżej: "Mozilla to ja/my").
Marketing (a zatem korporacja) gra nierzadko pierwsze skrzypce, przykład w
bugu 364297:
"Bug needs to remain confidential until marketing gives us the OK (...)". Pisałem o tym w wątku
Otwartość i transparentność?.
marcoos pisze:To znienawidzone słówko "Corporation" znaczy tu tyle co "spółka" i jest określeniem formy prawnej. Nie ma tu nic z wielkiej korporacji w sensie archetypicznego wysysającego krew robotników i robiącego klientów w bambuko za ich własną kasę molocha.
Czyżby? "Robotnicy" (bezpłatni wolontariusze) nie są opłacani praktycznie
wcale. Nie mają umów, nie mają nic, są stuprocentowo wymienialni.
Nie podobają się komuć decyzje związane np. z GUI? Może spadać. Przyjdą na jego miejsce nowi. Będą przychodzić tak długo, jak długo będzie utrzymywana fikcja o byciu niezależną i dążącą do rozwoju "dobrego Internetu" instytucją. W tym celu należy np. ukryć szczegóły działania usługi, dostarczanej przez korporacyjnego partnera (nie wspominając o nim w opisie opcji w GUI), a każdego, komu się to nie podoba, nazywać trollem.
gandalf pisze:"to oni cos moga zrobic", a ja "musialbym uzyskac od nich zgode" - nie ma zadnych "nich".
Nie, jasne, a zawartość strony
Repackaging Firefox na devmo (którego, notabene, nie
można edytować używając "niszowej" przeglądarki...) to tylko wytwór mojej (trollowej zapewne) wyobraźni:
"Before you get started, it is very important to know and abide by the legal requirements for distributing Firefox. You must have written authorization from Mozilla to distribute a modified version of Firefox."Tłumaczenie drugiego zdania:
"Musisz mieć pisemną zgodę Mozilli na dystrybucję zmodyfikowanej wersji Firefoksa."Ten tekst tam jest co najmniej od marca 2007.
gandalf pisze:Tadadadam. Podsumowanie - masz energie? przylacz sie
Wiesz, kiedy
Johnathan Nightingale z Mozilla Corp. nazywa mnie
trollem, to niespecjalnie zachęca to do współpracy...
Hmm, szkoda, że nie napisałeś czegoś w temacie posta, który kiedyś
wycofałeś ze swojego bloga...